Zawsze gdzieś z tyłu.
Za innymi.
Za obowiązkami.
Za cudzymi emocjami,
które były ważniejsze od jej własnych.
Ta, która „rozumiała”.
Zawsze.
Nawet wtedy, gdy bolało.
Nawet wtedy, gdy nikt nie pytał,
czy ma siłę jeszcze dźwigać.
Dobrze wychowana.
Empatyczna.
Z otwartym sercem
dla wszystkich — oprócz siebie.
Jej rysunki leżały zapomniane.
Jej pytania zawisały w powietrzu.
Jej łzy spadały po cichu —
bo nikt nie słyszał dziecka,
które nigdy nie było „pilne”.
Z czasem nauczyła się
być niewidzialna z wdziękiem.
Nie przeszkadzać.
Pomagać.
Być „tą silną”,
„tą odpowiedzialną”,
„tą, co poradzi sobie sama”.
Nawet gdy serce pękało
w środku,
na sto drobnych kawałków.
W dorosłości odtwarzała to samo:
Związki, gdzie była na drugim miejscu.
Rodziny, które widziały tylko jej pożytek.
Przyjaźnie, w których dawała więcej,
niż miała.
I ciągle ten głos w środku:
„Może gdybyś była trochę inna,
bardziej cicha,
bardziej wspierająca,
bardziej ich…” —
to wtedy ktoś by wybrał Ciebie jako pierwszą.”
Aż przyszedł dzień.
Nie był spektakularny.
Nie było rewolucji.
Była cisza.
Zwykłe popołudnie.
I jedno zdanie w głowie:
„Już nie mogę dłużej być drugą.”
Wtedy coś się otworzyło.
Coś pękło —
i coś się narodziło.
Spojrzała sobie w oczy
z przeszłości.
Do tej małej dziewczynki,
która tyle razy stała sama w kącie
i tylko chciała być zauważona.
I powiedziała jej:
„Widzę Cię.
Już nie będziesz czekać.
Od dziś jesteś pierwsza — u mnie.”
To nie znaczy, że przestała kochać innych.
To znaczy, że
w końcu pokochała siebie.
Nie z litości.
Nie ze złości.
Z miłości.
Z prawdy.
Z przebudzenia.
Bo każdy zasługuje,
by być widziany.
By być słyszany.
By być ważny.
A najbardziej — ta część w nas,
która przez całe życie
czekała na czyjeś spojrzenie.
I dziś —
ona patrzy w lustro
i widzi siebie.
Zainspiruj się innymi moimi wierszami, kliknij tutaj masz dostęp do mojego bloga-
Wewnątrz na Zewnątrz