Dziecko czuje całym sobą.
Zanim znajdzie słowo, już jest w nim burza albo słońce — złość, trema, tęsknota, radość bez powodu. Wszystko prawdziwe. Wszystko całe.
I dzieje się coś delikatnego, kiedy takie uczucie dostaje imię. Kiedy ktoś obok mówi cicho: „to jest odwaga”, „to jest tęsknota”, „to wolno czuć” — dziecko czuje, że jest przy nim ktoś, kto rozumie. A uczucie, które zostało nazwane, staje się lżejsze. Da się je wziąć za rękę.
Zauważyłam to najpierw u siebie. Kiedy nazywam po imieniu to, co czuję — „to tęsknota”, „to zmęczenie”, „to czułość” — coś we mnie się rozluźnia. Jakby uczucie tylko czekało, żeby ktoś je zobaczył.
Z dziećmi jest tak samo, tylko jeszcze prościej. One potrzebują jednego: żebyśmy byli przy nich i nadali ich uczuciom słowa.
Można spróbować dziś wieczorem. Usiąść blisko i nazwać to, co się widzi: „Widzę, że dziś było ci ciężko”. „To była odwaga, że spróbowałaś”. Samo nazwanie wystarczy — mówi dziecku: czujesz dobrze, a ja jestem tu z tobą.
A czasem, kiedy nazywamy uczucia dziecku, gdzieś w środku słyszy je też ta mała dziewczynka, którą kiedyś byłyśmy. I ona dostaje to, na co czekała: pozwolenie, żeby czuć.
Z tego wyrosły moje bajki. Zebrałam dwanaście — o małej gwieździe, która myślała, że świeci za słabo; o chłopcu, którego serce biło głośno przed występem; o dziewczynce przed lustrem. W każdej jedno uczucie zostaje nazwane łagodnie, w środku historii, a na końcu czeka „Chwila rozmowy z dzieckiem” — kilka zdań na wieczór, do przytulenia.
Jeśli ten temat Cię dotknął — „Mądrość Serca” jest tutaj. Dla dziecka i dla tej dziewczynki, którą wciąż nosisz w sercu.
Wewnątrz na Zewnątrz


