Była droga. I była ta, która nią szła.
Weszła w nią, bo ciało pokazało kierunek — a ciało odzywa się wcześniej niż myśl.
Szła lekko. Potem trochę mocniej pod górę. Potem trawa sięgała jej już do pasa i trzeba ją było rozgarniać rękami.
A obok cały czas szła jedna cicha nadzieja: że jeszcze kawałek. Że za tym zakrętem będzie piękniej. Że dalej będzie łatwiej.
Znaki stały przy drodze
Zmęczenie, które nie mijało po weekendzie.
Ciało, które prosiło o postój.
Smutek bez okazji. Zdanie, które ktoś kiedyś powiedział i które wciąż brzmiało.
Mijała je. Zmęczenie było mocniejsze niż patrzenie, a nadzieja, że dalej będzie lepiej, potrafi nieść bardzo długo.
U niej wyglądało to tak: droga szła w górę, a to, po co szła, przesuwało się o kawałek dalej.
Rozdroże
Najważniejsze dzieje się cicho.
To był ten moment, w którym usiadła. Na rozdrożu dróg, w połowie stoku, bez planu. Ciało po prostu usiadło, bo już się dłużej nie dało.
I dopiero wtedy, kiedy nogi przestały iść, zrobiło się na tyle cicho, że coś było słychać.
Czy to na pewno ta droga?
A zaraz za tym drugie: to po co nią idę — żeby jeszcze raz doświadczyć tego samego? Czy żeby dokończyć to, co nie zostało dokończone?
Pytanie przyszło z samego środka. Cicho, spokojnie, tak jak mówi się do kogoś bliskiego. Przyszło i czekało tyle, ile było trzeba.
Bo w środku brzmią dwa głosy. Jeden jest głośny i popędza — to ten, który się boi. Drugi mówi szeptem, i to on wie, którędy.
Spojrzenie
Może tym razem się zatrzymam. Może tym razem spojrzę.
Trudne zdanie. Odwróciła się w nim w stronę czegoś, przed czym szła pół drogi.
A kiedy już spojrzała — okazało się, że to, co szło z tyłu i popędzało, było jej własne.
To była jej cząstka. Ta, która kiedyś musiała pilnować, żeby nic złego się nie stało. Ta, która nauczyła się, że bezpiecznie jest tylko w ruchu.
I ona przez cały czas szeptała jedno: weź mnie na drogę miłości.
Taka cząstka prosi o czułość. U niej ucichła dopiero wtedy, kiedy ktoś się nad nią pochylił — i tym kimś była ona sama. Pisałam o tym więcej tutaj: Otulić w sobie to, co małe.
Ścieżka wydeptana przed nią
Z rozdroża widać jeszcze jedno.
Że ta droga była już czyjaś. Że ktoś nią szedł wcześniej. Matki, babki, ojcowie, całe pokolenia, których nie znamy z imienia.
Wydeptali ją do gładka. Stromą, niekończącą się, zawsze pod górę.
Bywa, że niesiemy po nich więcej, niż nam się wydaje.
Dziecko uczy się przez patrzenie. Ono po prostu widzi — jak mama się spieszy, jak babcia siada dopiero wieczorem, jak w domu mówi się „najpierw obowiązki". I zapamiętuje to jako to, jak się żyje.
Robi to zupełnie nieświadomie. Powtarza to, co zobaczyło, i idzie z tym przez lata — długo, zanim w ogóle zdąży zapytać, czy to jest jego.
Jej pomógł szacunek.
Powiedziała w duchu:
Szanuję was i to, co was prowadziło. To była wasza droga, wasz los, wasze okoliczności.
A zaraz potem to drugie, równie ważne:
Wasze ciężary zostawiam tutaj. Niosłam je z miłości do was. Jestem z was, ale nie jestem wami.
Zostawiła im to, co zawsze było ich. O tej cichej wierności wobec tych, którzy szli przed nami, jest cała książka Z lojalności do rodu.
Ton, który się zmienia
Głos w środku zaczął otulać.
Otulanie brzmi tak: jestem tu, idziemy razem, możemy wolniej.
I zmieniło się coś małego: kierunek następnego kroku.
Trawa nagle była niższa. Droga przestała być pod górę wbrew sobie.
Może i Ty jesteś teraz gdzieś na tym stoku. Może właśnie siadasz na swoim rozdrożu.
Jeśli chcesz, możesz tam chwilę posiedzieć i posłuchać tego cichszego głosu.
Droga
Szłam.
Kompas ciała wskazał kierunek,
więc szłam.
Pod górę.
Trawa wysoka po pas,
a w niej nadzieja,
że dalej będzie piękniej,
że dalej będzie łatwiej.
Znaki mijałam.
Stały przy drodze —
mijałam je,
bo zmęczenie było mocniejsze
niż patrzenie.
Aż usiadłam na rozdrożu dróg.
Z wyczerpania.
I wtedy usłyszałam:
czy to na pewno ta droga?
To po co nią idę.
Żeby jeszcze raz
doświadczyć tego samego?
Czy żeby dokończyć to,
co nie zostało dokończone?
Może tym razem się zatrzymam.
Może tym razem spojrzę
prosto w jego oczy.
Byłeś moją cząstką.
Tą, która szeptała:
weź mnie na drogę miłości.
A przede mną szli inni.
Deptali tę ścieżkę,
wydeptali ją do gładka —
naszą wspólną,
niekończącą się,
wciąż pod górę.
Spojrzałam i wyszeptałam:
szanuję was
i to, co was prowadziło.
To była wasza droga.
Wasze ciężary zostawiam tutaj.
Z miłości do was je niosłam.
Jestem z was,
ale nie jestem wami.
Dziś wybieram własną drogę.
Drogę miłości własnej.
— BJK, z tomiku Poezja Symfonii Duszy. Tom 2
Jest jeszcze jeden wiersz, który mówi o tym samym z drugiej strony — Lojalność rodowa.
A jeśli chcesz iść tą drogą powoli, dzień po dniu, zostawiam Ci Mały Zeszyt 31 Dni — Droga do Siebie. Jest za darmo. Możesz zacząć kiedy chcesz i przerwać, kiedy poczujesz, że tyle wystarczy.
Wewnątrz na Zewnątrz


