Dłoń na sercu i świadomy oddech

|Barbara Jaworska-Kostrzewska
Jezioro o świcie we mgle, złote światło i jesienny liść, od którego rozchodzą się spokojne kręgi na wodzie.

Są takie chwile, kiedy wszystko w nas już biegnie. Myśli wyprzedzają się nawzajem, w głowie układa się lista spraw do załatwienia, a dzień jeszcze dobrze się nie zaczął. I bywa, że właśnie wtedy przychodzi świadomy oddech. Taki, który niczego nie załatwia, a jednak sprawia, że wszystko na moment staje w miejscu.

Zatrzymać się na chwilę

Często nie zauważamy, jak szybko żyjemy, dopóki coś nas na chwilę nie zatrzyma. Wystarczy jeden spokojniejszy oddech, żeby poczuć, że pod całym tym pośpiechem jest jeszcze ktoś. My. Z naszym ciałem, z tym, co czujemy, z tym, czego naprawdę chcemy.

To zatrzymanie nie musi być długie ani wyjątkowe. Bywa zupełnie zwyczajne. Chwila rano, zanim dzień nabierze tempa. Moment przed rozmową, przed decyzją, przed kolejną sprawą, która czeka. Coś w środku zwalnia i robi się trochę więcej miejsca.

Dłoń, która mówi „jestem”

Dla mnie bardzo ważny jest w takich chwilach dotyk. Dłoń położona na sercu, na klatce piersiowej albo w tym miejscu na ciele, które akurat daje o sobie znać. Bo ciało często mówi pierwsze. Coś się ściska, coś pulsuje, coś cichutko się odzywa, zanim jeszcze zdążymy to nazwać. Pisałam o tym kiedyś we wpisie Ciało wie pierwsze.

Kiedy ręka spoczywa w takim miejscu, a oddech płynie w jego stronę, dzieje się coś bardzo czułego. To trochę tak, jakby się tym miejscem zaopiekować. Jakby powiedzieć mu: widzę cię, jestem przy tobie. I nieraz zaraz potem przychodzą obrazy, wspomnienia, jakieś małe opowieści, które ciało nosiło w sobie po cichu. Nie trzeba ich od razu rozumieć. Wystarczy, że mogą się pojawić.

Pytam ciało

W takim zatrzymaniu zadaję sobie ciche pytanie. W którą stronę idę? Co czuje moje ciało, kiedy myślę o tej sprawie? A co, kiedy myślę o tamtej?

Ciało odpowiada po swojemu. Przy jednej myśli coś w nas mięknie, oddech robi się swobodniejszy, w klatce piersiowej jest jakby przestronniej. Przy innej coś się napina, zaciska, chce się cofnąć. To bardzo proste znaki, a jednak potrafią powiedzieć więcej niż długie rozważania w głowie.

Właśnie po to jest ten oddech i ta dłoń położona na sercu. Żeby trochę zwolnić. Żeby nie podejmować wszystkiego w biegu. Żeby usłyszeć, co jest dla nas, a co raczej nie jest.

Cisza, w której coś się wyjaśnia

Nie zawsze przychodzi od razu jasna odpowiedź. Czasem po prostu robi się spokojniej. I to już jest dużo. Bo w spokoju łatwiej zauważyć, czego potrzebujemy, na co mamy siłę, a co może poczekać.

Trochę jak z tą trzecią drogą, o której pisałam we wpisie Ani znikać, ani błyszczeć. Łatwiej ją poczuć, niż wymyślić. Nie trzeba niczego udowadniać ani się chować. Wystarczy być blisko siebie.

Może więc ten świadomy oddech, zanim zacznie się dzień, nie jest niczym wielkim. A jednak bywa, że od niego zaczyna się coś ważnego: powrót do siebie, do własnego czucia i do drogi, która jest naprawdę nasza.

Z takiej właśnie ciszy i z takiego oddechu narodziła się kiedyś moja książka Poezja Symfonii Duszy. Wiersze przychodziły w chwilach zatrzymania, kiedy w środku robiło się spokojnie i można było usłyszeć coś więcej niż myśli. Jeden z nich brzmi tak:

Bicie serca – inne.
Oddech – głęboki.
Ciało – rozluźnione.
Dusza – w domu.

Dla tych, którzy lubią wracać do siebie przez słowa, Poezja Symfonii Duszy jest właśnie takim miejscem ciszy, do którego można zaglądać we własnym tempie.

Wewnątrz na zewnątrz.

Inne artykuły

Ani znikać, ani błyszczeć

Ani znikać, ani błyszczeć

Otulić w sobie to, co małe — o cichych cząstkach i wewnętrznym dziecku

Otulić w sobie to, co małe — o cichych cząstkach i wewnętrznym dziecku

Odpoczynek, na który nie musiałam zasłużyć

Odpoczynek, na który nie musiałam zasłużyć

Weź swój czas dla siebie

Chcesz pójść głębiej?

Odkryj zeszyty ćwiczeń i materiały, które pomogą Ci w pracy z sobą – krok po kroku, we własnym tempie.

Zobacz sklep