Jak mówię do siebie, kiedy nikt nie słyszy

|Barbara Jaworska-Kostrzewska
Kobieta widziana od tyłu siedzi w ciszy przy oknie o zmierzchu, z dłonią na sercu; obok świeca, filiżanka herbaty i róża

Jest we mnie głos, którego nikt poza mną nie słyszy. Mówi do mnie przez cały dzień — kiedy patrzę w lustro, kiedy coś mi nie wychodzi, kiedy kładę się wieczorem i przypominam sobie wszystko, czego jeszcze nie zdążyłam. Długo nawet nie zauważałam, że tam jest. Był po prostu tłem, jak szum, do którego tak się przywyka, że przestaje się go słyszeć.

Chciałabym opowiedzieć o tym, jak zaczęłam go słuchać. I jak powoli zaczęłam mówić do siebie inaczej.

Ton, którego nie wybierałam

Kiedy pierwszy raz naprawdę usłyszałam ten wewnętrzny głos, zdziwiłam się, jaki potrafi być ostry. „Znowu ci nie wyszło.” „Weź się w garść.” „Inne dają radę, a ty?” Mówiłam do siebie tak, jak nigdy nie odezwałabym się do bliskiej osoby. I przez chwilę pomyślałam, że po prostu taka jestem.

Dziś patrzę na to łagodniej. Ten ton nie do końca urodził się we mnie. Być może przejęłam go od kobiet, które były przede mną — od słów, które one też kiedyś słyszały i które podawane były dalej, nie ze złej woli, tylko dlatego, że tak wtedy mówiło się do siebie i do dzieci. Dawały to, co miały. Kiedy to zobaczyłam, przestałam mieć do siebie żal, że mówię do siebie surowo. Zrozumiałam tylko, że mogę ten głos usłyszeć — i powoli zacząć go zmieniać. To, co niosłam z lojalności do rodu, nie musi zostać ze mną na zawsze.

Mała dziewczynka, która słucha

Najbardziej porusza mnie myśl, że tego głosu słucha we mnie ktoś bardzo mały. Jest we mnie dziewczynka, która wierzy każdemu mojemu słowu. Kiedy mówię sobie „jesteś do niczego”, to ona to słyszy i kuli się gdzieś w środku. A kiedy milczę i mijam samą siebie w pośpiechu, ona czeka — cichutko, jak zawsze — aż ktoś w końcu powie do niej ciepło.

Ona nie potrzebuje mądrych zdań. Potrzebuje tego samego, czego potrzebuje każde dziecko: żeby ktoś przy niej został i powiedział, że jest dobrze. Że jest kochana taka, jaka jest, także wtedy, gdy coś jej nie wyszło. Przez wiele lat szukała tych słów na zewnątrz, u innych. Aż zrozumiałam, że mogę dać jej je sama.

Pierwsze łagodne zdanie

Pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy powiedziałam do siebie coś czułego. Nic wielkiego — po prostu, w środku zwykłego, nieudanego popołudnia, zamiast „ogarnij się” pomyślałam: „trudno ci dziś, wiem. Odpocznij chwilę.” I poczułam, jak coś we mnie mięknie. Jakby ta mała dziewczynka usłyszała wreszcie zdanie, na które czekała bardzo, bardzo długo.

O tej właśnie chwili napisałam kiedyś krótki wiersz — jeden z tych, które zbierałam przez cały rok wracania do siebie:

Powiedziałam do siebie — pierwszy raz —
tak, jak mówi się do tej, którą się kocha.
I usłyszałam, jak coś we mnie wzdycha z ulgą.
Czekała na te słowa
całe życie.

Nie zmieniło się wtedy nic na zewnątrz. Zmienił się tylko ton. Ale to on niósł mnie potem przez kolejne dni.

Czucie zamiast poprawiania

Zauważyłam, że ciało od razu wie, jakim głosem do siebie mówię. Kiedy poganiam siebie i oceniam, barki podchodzą mi do uszu, oddech robi się płytki, coś się we mnie zaciska. A kiedy mówię do siebie ciepło, wszystko delikatnie się rozluźnia, jak ziemia, którą w końcu napoiła woda. Nie muszę w to wierzyć rozumem — wystarczy, że słucham ciała.

Dlatego łagodności do siebie uczę się nie w głowie, tylko w drobnych gestach. Herbata wypita powoli, przy świecy, bez wyrzutu, że tracę czas. Dłoń położona na sercu wieczorem, kiedy dzień był trudny. Jedno ciche zdanie zamiast listy tego, co znów mi nie wyszło. To małe rzeczy. A jednak to właśnie z nich, krok po kroku, wyrasta zupełnie inny sposób bycia ze sobą.

Głos, który zostaje

Nie potrafię jeszcze mówić do siebie czule zawsze. Bywają dni, gdy stary, ostry ton wraca — i dobrze, nie walczę z nim, tylko rozpoznaję go i mówię: „już cię słyszę, ale dziś spróbuję inaczej.” Powoli tego łagodnego głosu jest we mnie coraz więcej. I coraz częściej to on ma ostatnie słowo.

Może i Ty czasem łapiesz się na tym, jak surowo mówisz do siebie, kiedy nikt nie słyszy. Jeśli tak — nie musisz zmieniać tego z dnia na dzień. Może wystarczy zauważyć ten głos i raz, jeden jedyny raz, powiedzieć do siebie ciepło. Być może w Tobie też ktoś mały czeka na te słowa całe życie.

Najwięcej takich cichych, łagodnych zdań zebrałam w wierszach — w tomiku Poezja Symfonii Duszy. Pisałam je trochę do siebie, a trochę do tej dziewczynki w środku, która najdłużej czekała, aż ktoś odezwie się do niej z czułością.

Wewnątrz na zewnątrz.

Inne artykuły

Otulić w sobie to, co małe — o cichych cząstkach i wewnętrznym dziecku

Otulić w sobie to, co małe — o cichych cząstkach i wewnętrznym dziecku

Odpoczynek, na który nie musiałam zasłużyć

Odpoczynek, na który nie musiałam zasłużyć

Tęsknota, której długo nie umiałam nazwać

Tęsknota, której długo nie umiałam nazwać

Weź swój czas dla siebie

Chcesz pójść głębiej?

Odkryj zeszyty ćwiczeń i materiały, które pomogą Ci w pracy z sobą – krok po kroku, we własnym tempie.

Zobacz sklep