Prawda serca mówi szeptem

|Barbara Jaworska-Kostrzewska
Prawda serca mówi szeptem

Zauważyłam, że najważniejsze rzeczy nie mówią do mnie głośno. Rzadko przychodzą jako wielkie olśnienia czy mocne postanowienia. Raczej jak ciche pukanie gdzieś pod żebrami — łatwe do przeoczenia, kiedy dzień jest pełen hałasu. Prawda serca, jak ją nazywam, rzadko krzyczy. Ona szepcze. I dlatego tak długo jej nie słyszałam — bo szukałam czegoś donośnego, a ona cała jest z delikatności.

Kiedy ścichnę, robi się słyszalna

Przez lata myślałam, że żeby się czegoś o sobie dowiedzieć, muszę się wysilić — analizować, planować, dochodzić. A okazało się, że wystarczy przeciwnie: ściszyć. Że prawda o tym, czego naprawdę chcę, odzywa się dopiero wtedy, gdy przestaję zagłuszać ją zadaniami. Bywa, że słyszę ją przy zwykłych rzeczach — kiedy zaparzam herbatę i przez chwilę nic nie robię, kiedy patrzę w płomień świecy, kiedy wieczorem księżyc zagląda w okno, a ja wreszcie oddycham wolniej.

To nie jest żadna wielka praktyka. To raczej moment, w którym pozwalam, żeby zrobiło się cicho — i nasłuchuję, co wtedy we mnie mówi.

Delikatność nie jest słabością

Długo wydawało mi się, że moja miękkość to coś, co trzeba w sobie pokonać. Że trzeba być twardszą, żeby świat mnie nie przewrócił. A dziś czuję zupełnie inaczej: że to właśnie delikatność jest miejscem, w którym słychać serce. Że wrażliwość nie jest pęknięciem, tylko czułym instrumentem, którym można nastroić się na siebie.

Może rozpoznasz w tym siebie — że najcichsze zdania o tym, czego pragniesz, przychodzą wtedy, gdy jesteś dla siebie łagodna. Że pod pośpiechem i „muszę” jest w Tobie ktoś, kto od dawna chciałby zostać usłyszany. I nie musisz go poganiać. Wystarczy się zatrzymać i posłuchać.

Mała dziewczynka, która szepcze

W każdej z nas jest gdzieś taka mała dziewczynka, która swoje pragnienia mówi bardzo cicho. Kiedyś nauczyła się, że lepiej ich nie mówić głośno — więc dziś ledwo je szepcze. Ja uczę się do niej wracać. Dawać jej po trochu tego, czego kiedyś zabrakło: uwagi, spokoju, czułego „słyszę cię”. I zauważam, że im częściej jej słucham, tym wyraźniej mówi — jak roślina, która rozwija się dopiero wtedy, gdy poczuje, że jest bezpieczna.

Wiersz, do którego wracam

Kiedy pisałam Poezję Symfonii Duszy, zostawiłam sobie w niej wiersze, do których wracam, gdy chcę usłyszeć siebie na nowo. Jeden z nich, „Już Jesteś”, zaczyna się tak:

Ręką na sercu – czuję bicie.
Cicho. Obecnie. W pełni.
Jestem przy sobie.
Już nic nie muszę.
Mogę – jeśli tylko zechcę.

Za każdym razem coś we mnie mięknie, kiedy to czytam. Bo prawda serca nie wymaga, żebym była kimś więcej. Ona prosi tylko, żebym była — z sercem, co bije, z oddechem, co koi.

Na tyle, na ile się da

Rzadko słyszę swoje serce na zawołanie i nigdy w całości. Bardziej tak, jak wtedy, gdy woda powoli wsiąka w suchą ziemię — po trochu, w swoim tempie. Ale za każdym razem, gdy daję sobie chwilę ciszy, ten cichy głos staje się odrobinę wyraźniejszy. I to wystarcza na dziś.

Może i w Tobie jest taki szept, którego dawno nie słuchałaś. Możesz mu dać dziś tylko tyle, ile się da — jedną chwilę, w której robi się cicho, i jedno łagodne „słyszę cię”. Reszta przyjdzie sama, powoli, jak wszystko, co prawdziwe.

Gdybyś chciała mieć te wiersze blisko, na trudniejsze i na jaśniejsze dni, cały tomik znajdziesz tutaj: Poezja Symfonii Duszy.

Wewnątrz na zewnątrz.

Inne artykuły

Otulić w sobie to, co małe — o cichych cząstkach i wewnętrznym dziecku

Otulić w sobie to, co małe — o cichych cząstkach i wewnętrznym dziecku

Odpoczynek, na który nie musiałam zasłużyć

Odpoczynek, na który nie musiałam zasłużyć

Jak mówię do siebie, kiedy nikt nie słyszy

Jak mówię do siebie, kiedy nikt nie słyszy

Weź swój czas dla siebie

Chcesz pójść głębiej?

Odkryj zeszyty ćwiczeń i materiały, które pomogą Ci w pracy z sobą – krok po kroku, we własnym tempie.

Zobacz sklep