Nie przyszliśmy tu złamani.
Przyszliśmy czyści.
Miłość została przerwana
i zaczęła krzyczeć przez ciała.
Kobiety nauczyły się nie upadać,
bo nie było komu je podnieść.
Mężczyźni nauczyli się nie czuć,
bo nikt ich tego nie nauczył.
Dzieci stały się rodzicami,
a serca założyły zbroje.
Zbroje te nie były wyborem,
lecz jedynym sposobem, by przetrwać.
Chroniły to, co zbyt wrażliwe,
by mogło być zobaczone.
Miłość pomyliła się z walką,
bliskość z rywalizacją,
a siła z przetrwaniem.
To nie był taniec —
to była próba ocalenia siebie.
Dusze spotykały się
nie po to, by się zranić,
lecz by domknąć to, co nie zostało domknięte.
Każde kolejne rozczarowanie
było zaproszeniem do prawdy.
Aż w końcu ktoś przestaje walczyć.
Nie z drugim —
z sobą.
Oddaje to, co nie jego.
Uznaje z szacunkiem los innych i to, jakie to było.
I przestaje udowadniać,
że zasługuje na miłość.
W ciszy serca
rodzi się granica,
która zna swoje miejsce.
Ojciec wraca jako siła,
matka jako życie,
a dusza jako dom.
Nie przyszliśmy tu cierpieć.
Przyszliśmy pamiętać,
kim byliśmy
zanim świat zapomniał.
Kliknij tutaj, masz dostęp do poezji serca-
Wewnątrz na Zewnątrz


