Kiedy przestajemy się porównywać

|Barbara Jaworska-Kostrzewska
Akwarela — kobieta idzie własną, wijącą się ścieżką; inne, rozmyte sylwetki idą osobno w oddali

Zauważyłam, że porównywanie zaczyna się w nas bardzo wcześnie — dużo wcześniej, niż umiemy je nazwać.

Wyobraźmy sobie małe dziecko. Bawi się swoją zabawką — może trochę już zniszczoną, może najprostszą z możliwych — i jest w tym całkiem szczęśliwe. Aż pewnego dnia widzi, że koleżanka ma zabawkę nowszą, ładniejszą, taką, o jakiej można tylko marzyć. Że ktoś ma większy dom, ładniejsze ubrania, rodziców, którym „na wszystko wystarcza”. I pierwszy raz coś w nim cichnie. Pojawia się myśl, której wcześniej nie znało: może ja mam mniej. Może ja jestem mniej.

Nikt nie musi mu tego mówić. Ono samo, w jednej chwili, uczy się mierzyć swoją wartość tym, co mają inni.

I tak to się zaczyna. Dziecko, które porównuje zabawki, potem porównuje, kto ma lepszy rower, czyje wakacje były dalej, kto dostał to, o czym ono mogło tylko marzyć. Uczy się, że wartość to miejsce w rzędzie — i że trzeba je sobie ciągle zapewniać.

Dziecko, które rośnie

To dziecko rośnie. Ale nawyk zostaje — zmieniają się tylko zabawki.

Zaobserwowałam, jak wiele z nas nosi go przez całe życie, nie wiedząc nawet, że tam jest. Dorosła kobieta patrzy na cudzy dom, cudzy samochód, cudze wakacje, cudze „u nas już się poukładało” — i znowu jest tym dzieckiem, które spojrzało na zabawkę obok i pomyślało: ja mam mniej.

To rzadko bywa głośne. Nie mówimy tego nikomu, czasem nawet nie sobie. Widać to w drobnym ukłuciu, kiedy ktoś pokazuje coś nowego, coś swojego, coś dobrego. Cieszymy się — naprawdę — a gdzieś pod spodem i tak robi się ciasno.

Cudze życie widziane z zewnątrz

A pułapka jest delikatna. Porównujemy swoje całe życie — z rachunkami, zmęczeniem, dniami, które się nie układają — z tym, co u innych widać tylko z zewnątrz. Z ich najlepszą, wybraną, pokazaną wersją: ładnym zdjęciem, nową rzeczą, wakacyjnym uśmiechem. To trochę jak porównywanie kulis z gotowym przedstawieniem. Swoje troski znamy od podszewki; o innych wiemy tyle, ile zdążyli pokazać.

W „Zobaczyć siebie” zapisałam to tak:

A przecież każdy człowiek powie coś innego. Jednemu się spodoba, drugiemu nie. Trzeci nawet nie spojrzy. Gdybyśmy chciały zadowolić wszystkich, musiałybyśmy zniknąć — bo nie ma jednej wersji nas, która pasowałaby do każdego oka.

Zwrot przychodzi cicho

Zauważyłam, że zmiana rzadko zaczyna się od wielkiego postanowienia. Częściej od jednej cichej chwili — kiedy ktoś łapie siebie na tym porównywaniu i pierwszy raz nie idzie za nim dalej. Zatrzymuje się i pyta łagodnie: z kim ja się właściwie ścigam? I po co?

Nie chodzi o to, żeby kazać sobie „przestać się porównywać” — to tylko dokłada kolejną powinność. Chodzi o to, żeby tej starej, wystraszonej myśli odpowiedzieć trochę cieplej: widzę cię. Ale nie muszę dziś iść tam, dokąd mnie prowadzisz.

Powrót do siebie

Bo pod tym całym porównywaniem wciąż jest to dziecko. I ono nie potrzebuje mieć więcej. Potrzebuje usłyszeć, że to, co ma, i to, kim jest, wystarcza — że jest dość, takie, jakie jest.

Widzę, jak wiele zmienia się wtedy, gdy człowiek wraca do własnego życia — tego prawdziwego, nie ułożonego według cudzej miary. To, co u kogoś jest teraz, u kogoś innego może pojawić się później, inaczej albo wcale — bo jego droga po prostu biegnie w inną stronę. I to jest w porządku.

Może i Ty czasem łapiesz się na tym cichym porównywaniu — że ktoś ma więcej, ładniej, łatwiej. Nie musisz z tym walczyć. Może wystarczy, że zauważysz w sobie to dziecko, które kiedyś spojrzało na cudzą zabawkę — i powiesz mu cicho: to, co masz, jest dobre. A ty jesteś dość.

Czasem najpełniej brzmi to wierszem — fragment z „Poezji Symfonii Duszy”:

Na końcu tej drogi nie czeka idealna wersja Ciebie,
nie ideały ani opinie świata.
Czeka prawdziwa Ty –
delikatna i silna, zmęczona, a jednocześnie wolna,
pełna światła, które zawsze tu było,
ukryte w Twojej ciszy, w Twoim sercu, w Twojej drodze.

A jeśli chcesz łagodnie wrócić do siebie — do swojego życia i swojej wartości, poza cudzymi miarami — o tej właśnie drodze jest moja książka Zobaczyć siebie. 12 kroków do własnego potencjału. Dwanaście łagodnych kroków dla kobiety, która chce przestać mierzyć się z innymi i wrócić do siebie.

Wewnątrz na zewnątrz.

Inne artykuły

Droga miłości czy droga lęku — głos, który już nie krzyczy, a otula

Droga miłości czy droga lęku — głos, który już nie krzyczy, a otula

Granica, która przestała być walką — o delikatności serca i przestrzeni, którą tworzę sama

Granica, która przestała być walką — o delikatności serca i przestrzeni, którą tworzę sama

Ciało wie pierwsze

Ciało wie pierwsze

Weź swój czas dla siebie

Chcesz pójść głębiej?

Odkryj zeszyty ćwiczeń i materiały, które pomogą Ci w pracy z sobą – krok po kroku, we własnym tempie.

Zobacz sklep