Granica, która przestała być walką — o delikatności serca i przestrzeni, którą tworzę sama

|Barbara Jaworska-Kostrzewska
Kobieta w delikatnej akwareli, z dłonią przy sercu, otulona spokojną przestrzenią wokół siebie.

Przez długi czas myślałam, że postawić granicę to znaczy: będzie się działo. Że zaraz zrobi się głośno, ktoś się obrazi, trzeba będzie tłumaczyć, udowadniać, stać na swoim. Granica kojarzyła mi się z walką. Z linią, której trzeba pilnować, żeby ktoś jej nie przekroczył.

I szłam tą ścieżką długo. Dużo w niej było siły — takiej napiętej, czujnej. Dużo udowadniania, że mam prawo powiedzieć „nie”. To też były granice. Tylko że one męczyły. Po którejś z kolei rozmowie, w której znów tłumaczyłam się z siebie, poczułam się po prostu zmęczona.

Aż zrozumiałam coś innego

Że granica wcale nie musi być murem. Że ta najprawdziwsza jest delikatnością mojego serca — przestrzenią wokół mnie, którą tworzę sama. Nie po to, żeby kogoś odgrodzić. Po to, żeby mieć gdzie oddychać.

Kiedy przestałam wkładać całą energię w obronę linii, zaczęłam kierować ją do środka — ku tej przestrzeni, którą buduję dla siebie. Cichej. Miękkiej. Mojej.

Jak to wygląda w zwykłym dniu

Dziś granica bywa u mnie bardzo cicha. Nie idę tam, gdzie coś we mnie mówi „nie”. Nie wchodzę w rozmowy, po których robi mi się ciężko. Nie zostawiam uwagi tam, gdzie mnie uwiera. Czasem po prostu nie odpisuję od razu. Czasem wychodzę wcześniej, bez długiego tłumaczenia. Czasem nie wyjaśniam wcale.

Nauczyłam się słuchać ciała. Ono nie kłamie — nie plącze się w tłumaczeniach, po prostu czuje. Kiedy coś jest nie moje, wiem to wcześniej, niż zdążę pomyśleć. I coraz częściej za tym idę.

To nie jest odwracanie się od ludzi. To raczej zostawianie sobie tyle miejsca, żeby usłyszeć własne „tak” i własne „nie” — i potraktować je łagodnie.

Robi się przestrzeń

Kiedy nie bronię już linii, tylko tworzę przestrzeń, dzieje się coś nieoczekiwanego. Robi się miejsce na nowe. Na to, co moje. Na oddech, którego wcześniej nie było.

Nie potrzebuję już wielkich murów. Nie potrzebuję też szklanych baniek, w których niby bezpiecznie, ale i tak samotnie. Wystarczają mi własne granice — utkane z delikatności i z odrobiny mądrości, której nauczyło mnie zmęczenie.

Zdanie, które sobie zostawiam

Granica nie musi być głośna.
Może być miękka jak dłoń na sercu.
Nie muszę jej bronić —
wystarczy, że jest moja.
To nie mur.
To przestrzeń, w której mogę być sobą.

Może granica nie jest czymś, co stawiamy przeciwko komuś. Może jest cichym „jestem” — powiedzianym najpierw do siebie. I może właśnie w tej przestrzeni, którą tworzymy dla siebie z czułością, robi się w końcu miejsce na bliskość, w której nie trzeba się gubić.

Jeśli i Ty chcesz łagodnie wrócić do siebie — do swojego „tak” i „nie”, do przestrzeni, która jest tylko Twoja — może na początek wystarczy chwila tylko dla siebie, bez pośpiechu. A gdybyś chciała łagodnego towarzystwa w drodze, czeka darmowy „Mały Zeszyt 31 Dni — Droga do Siebie” — 31 cichych chwil między Tobą a Tobą.

Inne artykuły

Droga miłości czy droga lęku — głos, który już nie krzyczy, a otula

Droga miłości czy droga lęku — głos, który już nie krzyczy, a otula

Kiedy przestajemy się porównywać

Kiedy przestajemy się porównywać

Ciało wie pierwsze

Ciało wie pierwsze

Weź swój czas dla siebie

Chcesz pójść głębiej?

Odkryj zeszyty ćwiczeń i materiały, które pomogą Ci w pracy z sobą – krok po kroku, we własnym tempie.

Zobacz sklep