Łzy, które przynoszą ulgę

|Barbara Jaworska-Kostrzewska
Kropla rosy na płatku róży, w której odbija się ciepłe poranne światło

Czasem ktoś pisze do mnie po medytacji, że w pewnej chwili popłynęły łzy. Bez wyraźnego powodu, bez historii, którą dałoby się opowiedzieć. Po prostu przyszły. I zwykle w tym samym zdaniu pojawia się słowo, które bardzo lubię: ukojenie.

Łzy, które nie są smutkiem

Przywykliśmy myśleć, że łzy znaczą, że coś jest nie tak. Że trzeba je szybko otrzeć, przeprosić, wrócić do formy. A przecież bywają łzy zupełnie innego rodzaju. Takie, które przychodzą wtedy, kiedy w końcu robi się spokojnie.

Dla mnie to są łzy wzruszenia. Pojawiają się, kiedy coś w nas mięknie: przy muzyce, przy czyimś dobrym słowie, przy chwili, w której nikt niczego od nas nie chce. Jakby to, co długo czekało w środku, wreszcie poczuło, że może wyjść na światło.

Kiedy ciało mówi „już można”

Kiedy przez dłuższy czas jesteśmy dzielni i zorganizowani, ciało trzyma wszystko w gotowości. Dopiero gdy zwalniamy, dostaje sygnał, że jest bezpiecznie. Wtedy oddech schodzi niżej, ramiona opadają, a czasem do oczu napływają łzy.

To nie jest słabość. To raczej znak, że ciało wie pierwsze i właśnie przestało czuwać. Po takich łzach często przychodzi cisza, a w niej lekkość, której wcześniej nie było.

Nie trzeba ich rozumieć

Bywa, że chcemy od razu wiedzieć, skąd się wzięły. Szukamy przyczyny, nazywamy, porządkujemy. Tymczasem niektóre łzy niczego nie potrzebują wyjaśniać. Wystarczy, że mają miejsce.

Dla mnie najpiękniejsze jest wtedy to, co dzieje się po nich. Spojrzenie robi się łagodniejsze, a słowa, które kierujemy do siebie, cieplejsze. O tym, jak mówimy do siebie w takich chwilach, pisałam niedawno. Łzy ulgi często otwierają właśnie tę czułość.

Ukojenie, które przychodzi samo

Ukojenie rzadko przychodzi na zawołanie. Częściej wtedy, gdy przestajemy się pilnować i pozwalamy sobie po prostu być. Czasem w ciszy, czasem w czyimś towarzystwie, a czasem w kilku łzach, które spływają, zanim zdążymy je zauważyć.

Jeśli takie chwile się zdarzają, można je przyjąć tak, jak przyjmuje się deszcz po upalnym dniu: z wdzięcznością, że powietrze znów jest lżejsze.

Dla tych, którzy szukają takiej chwili spokoju, jest medytacja „Zbliżenie się do Siebie”, do wysłuchania za darmo. A kiedy przyjdzie ochota, by pobyć dłużej z własnym sercem, czeka medytacja „Ukojenie serca — miłość, która jest we mnie”.

Wewnątrz na zewnątrz.

Inne artykuły

Ukojenie serca — miłość, która jest we mnie

Ukojenie serca — miłość, która jest we mnie

Dłoń na sercu i świadomy oddech

Dłoń na sercu i świadomy oddech

Ani znikać, ani błyszczeć

Ani znikać, ani błyszczeć

Weź swój czas dla siebie

Chcesz pójść głębiej?

Odkryj zeszyty ćwiczeń i materiały, które pomogą Ci w pracy z sobą – krok po kroku, we własnym tempie.

Zobacz sklep