Bywa, że jednego dnia patrzymy na tę samą sprawę dwa razy. Za pierwszym razem z lękiem: ciało od razu zbiera się w sobie, ramiona idą w górę, oddech robi się płytki. A potem, czasem po kilku godzinach, a czasem po jednym spokojniejszym oddechu, patrzymy na nią jeszcze raz. To ta sama rozmowa, ta sama decyzja i ten sam człowiek, a jednak wszystko wygląda inaczej, bo tym razem patrzymy z miłością.
Dwie drogi przez jeden dzień
Dla mnie to jedno z najpiękniejszych odkryć ostatnich lat: lęk i miłość to dwie drogi, którymi można iść przez ten sam dzień. Świat dookoła zostaje taki sam. Zmienia się miejsce, z którego patrzymy. O rozdrożu między nimi pisałam już kiedyś we wpisie Droga miłości czy droga lęku.
Droga lęku jest dobrze znajoma. Prowadzi przez czujność, przez przewidywanie, co może pójść źle, przez szukanie zabezpieczeń. Ma swoją mądrość, bo przez lata pomagała nam odnaleźć się w świecie. Tylko że idzie się nią w napięciu.
Droga miłości jest cichsza. Nie obiecuje, że wszystko się ułoży. Daje coś innego: miękkość. Takie miejsce w środku, z którego łatwiej zobaczyć drugiego człowieka, siebie i to, co naprawdę się dzieje.
Co czuje ciało
Najwyraźniej widać tę różnicę w ciele, bo ciało wie pierwsze. Kiedy patrzymy z lęku, coś się w nas zaciska: szczęka, brzuch, dłonie. Kiedy patrzymy z miłości, ciało mięknie. Oddech schodzi niżej, barki opadają, a w klatce piersiowej robi się przestronniej, jakby serce dostało więcej miejsca.
Lęk nie zawsze znika całkiem i chyba nie o to chodzi. Bywa, że zostaje gdzieś obok, cichszy i mniejszy. Ale kiedy miłość jest bliżej, to już nie lęk prowadzi. Wtedy jest inne samopoczucie, inne ciało i inny dzień.
Miłość, która jest we mnie
Długo wydawało mi się, że miłość przychodzi z zewnątrz, że ktoś musi ją dać, potwierdzić, zauważyć. Z czasem coraz wyraźniej czuję, że jej źródło jest najbliżej, jak tylko się da: w nas samych. W sercu, które bije wiernie od pierwszego dnia.
Kiedy sięgam do tego źródła, inaczej patrzę na wszystko: na pośpiech poranka, na trudniejszą rozmowę, na własne potknięcia. Z czułością zamiast surowości. I wtedy lęk choć trochę się rozpuszcza, jak szron na liściu, kiedy dotknie go poranne słońce.
Wybór, do którego można wracać
Ta droga to rzadko jedna wielka decyzja. Częściej wybór, do którego wraca się wiele razy w ciągu dnia. Bywa, że wystarczy zauważyć: teraz patrzę z lęku. Już samo to zauważenie robi w środku trochę miejsca. Dla mnie pomocna jest wtedy dłoń położona na sercu, o której pisałam we wpisie Dłoń na sercu i świadomy oddech. Ktoś inny wychodzi na chwilę na powietrze albo po prostu zwalnia krok.
Każdy taki powrót się liczy. Z każdym kolejnym droga miłości staje się bardziej znajoma, aż w końcu zaczyna być domem.
Ukojenie
Ukojenie serca to dla mnie właśnie to: dać sobie miłość, o którą kiedyś się prosiło. Poczuć, że ona już jest, tutaj, w środku, i z tego miejsca patrzeć na świat.
Dla tych, którzy chcą poczuć tę bliskość ze sobą, jest medytacja „Zbliżenie się do Siebie”, do wysłuchania za darmo. To pół godziny spokoju, wdzięczności do siebie i powrotu do „ja jestem”.
A kiedy przyjdzie ochota, by pójść o krok dalej, czeka medytacja „Ukojenie serca — miłość, która jest we mnie”, spotkanie z sercem, które przez cały czas jest blisko.
Wewnątrz na zewnątrz.


