Czasem jedno zdanie, w które naprawdę uwierzę, niesie mnie dalej niż tygodnie czekania.
✨ W rytmie serca. Prawdziwe Historie — Odcinek 12 z cyklu
Długo myślałam, że wiara to coś odświętnego. Coś na wielkie chwile.
Aż zauważyłam, że najbardziej potrzebuję jej wtedy, kiedy jest zwyczajnie trudno — i kiedy nie mam pewności, że dam radę.
Chwila, która nas przerasta
Bywa taki moment, kiedy stajemy przed czymś większym od nas.
Przed decyzją. Przed rozmową, której się boimy. Przed progiem, za którym nie wiadomo, co jest.
Serce bije szybciej. Myśli gonią.
A lęk szepcze to, co znane: „nie poradzisz sobie”, „po co ci to”.
Jedno zdanie, którego można się przytrzymać
I właśnie tam, w tym najciaśniejszym miejscu, odkryłam, jak wiele potrafi zmienić jedno zdanie.
Zwykłe, ludzkie — takie, którego można się chwycić, kiedy nie ma się już siły na nic innego.
Chwytam się go po to, żeby w środku strachu mieć coś, przy czym mogę stanąć.
Czasem ktoś mówi mi je cicho: „Uwierz, że masz w sobie siłę. Bądź dla siebie łagodna.”
A czasem muszę powiedzieć je sobie sama.
Co naprawdę się zmienia
Takie zdanie nie zmienia faktów — zmienia to, jak w nich jestem.
Kiedy się boję, wszystko we mnie się zaciska.
Kiedy przychodzi spokój — mieści się we mnie więcej.
Na zewnątrz wszystko zostaje po staremu, a jednak coś puszcza w środku. Kiedy przestaję walczyć sama ze sobą, nagle mam trochę więcej miejsca. Na kolejny krok. Na oddech. Na to, żeby nie zostać ze strachem sam na sam.
Wiara, która idzie obok
Dla mnie właśnie tym jest wiara — cichym towarzyszem w działaniu, a nie obietnicą, że będzie łatwo.
To ciche „może się udać”, które pozwala zrobić następny krok, kiedy strach mówi, żeby stanąć.
Chodzi o to, żeby nie udawać odwagi — lęk ma prawo być. Ale kiedy do lęku dołączy choć odrobina nadziei, robi się w środku inaczej.
Cieplej. Spokojniej. Bardziej po ludzku.
Zostaje jedno zdanie
Zdanie, które kiedyś znalazłam w „Potędze podświadomości” i od lat noszę w sobie.
Wracam do niego w takich chwilach, kiedy czuję, że to, co chcę zrobić, jest naprawdę moje — a mimo to odzywa się stary lęk.
Wtedy mówię sobie cicho:
„We dnie i w nocy wszystko mi sprzyja.”
I czuję, że naprawdę mi sprzyja — bo to moje.
Czasem to, co czuję, najpełniej brzmi wierszem:
Marzenia są jak światła w ciemności,
które dają nadzieję i prowadzą nas.
Niosą ze sobą siłę i odwagę,
by rzucić wszystko i iść w stronę celu.
— z mojego tomiku „Poezja Symfonii Duszy”
Ta historia jest częścią cyklu: „W rytmie serca. Prawdziwe historie”
To prawdziwe doświadczenia, opowiedziane z perspektywy czucia, pamięci i drogi wewnętrznej. Każdy odcinek jest zapisem tego, co zostało przeżyte, zauważone i nazwane.
📖 Pozostałe odcinki cyklu „W rytmie serca”:
- Odcinek 1: Wracam do tego, co znałam
- Odcinek 2: Walka jako sposób na przezwyciężenie traumy dzieciństwa
- Odcinek 3: Zapomniana potrzeba
- Odcinek 4: Przeszłość wciąż żywa
- Odcinek 5: Przekonanie: Nie zasługuję na miłość
- Odcinek 6: Tęsknota za bliskością
- Odcinek 7: Zatrzymać się i spojrzeć głębiej
- Odcinek 8: Ja jestem ważna
- Odcinek 9: Przekształcenie przekonania
- Odcinek 10: Balans emocji
- Odcinek 11: Droga do zrozumienia
- Odcinek 12: Moc wiary
- Odcinek 13: Ślady dzieciństwa w dorosłych wyborach
Wewnątrz na Zewnątrz
© Wszelkie prawa zastrzeżone
Ten tekst powstał z osobistego doświadczenia i jest częścią tworzonego cyklu oraz przyszłej publikacji książkowej. Proszę, uszanuj jego formę — wykorzystanie całości lub fragmentów odbywa się wyłącznie za moją zgodą.


